Niedawno opublikowano opracowany przez Bank Światowy i firmę doradczą PwC ranking „Paying Taxes”, porównujący kraje świata pod kątem skomplikowania obowiązujących w nich przepisów prawa podatkowego. Polska zajęła w nim 47. miejsce, co jest powodem do umiarkowanego optymizmu, jako że pozycja ta oznacza awans o 11. pozycji w stosunku do roku ubiegłego. Niestety, istnieje jeszcze inny ranking, tym razem opracowany przez firmę Grant Thornton, w którym Polska zajmuje miejsce pierwsze, ale absolutnie nie jest to powodem do dumy. Dlaczego? Otóż dlatego, że ranking ten klasyfikuje kraje Unii Europejskiej pod względem ilości tworzonych tam aktów prawnych. Jesteśmy tu bezkonkurencyjnym liderem.

Legislacyjna karuzela

Według przewidywań ekspertów z firmy Grant Thornton do końca bieżącego roku w Polsce ukaże się ponad 31,000 kartek nowych przepisów. Porównywalna sytuacja miała miejsce w roku 1918! A przypomnijmy, że był to rok odzyskania przez nasz kraj niepodległości, tak więc szybkie tworzenie prawa obejmującego wszystkie dziedziny życia politycznego, gospodarczego i społecznego było po prostu konieczne. Dzisiaj takiej potrzeby nie ma, a jednak nowe prawo tworzone jest niemal maszynowo. Efekt jest taki, że wskaźnik zmienności prawa w Unii Europejskiej, na który składa się roczna ilość oraz objętość stanowionych w konkretnym kraju aktów prawnych, jest w Polsce najwyższy (im mniejszy wskaźnik tym stabilniejsze prawo). Co to oznacza w praktyce?

Dobre prawo

Jedne z najważniejszych cech dobrego prawa, czyli takiego, które w największym możliwym stopniu spełnia swoje funkcje, to jego stabilność i przejrzystość. Stabilność oznacza, najogólniej rzecz ujmując na tyle niewielką częstotliwość zmian (dokonywanych tylko wtedy, kiedy są naprawdę konieczne), że na jego podstawie można podejmować decyzje, a następnie realizować je bez obaw, że radykalne zmiany przepisów zaskoczą adresata w trakcie owej realizacji. Przejrzystość natomiast umożliwia przeciętnemu adresatowi łatwe zorientowanie się w tych przepisach prawa, które dotyczą podejmowanej przez niego działalności. Niestety polskiego prawa nie można nazwać ani stabilnym, ani przejrzystym… Jego ciągłe zmiany oraz wielka ilość coraz to nowych przepisów potrafią przytłoczyć każdego, a w szczególności przedsiębiorców.

Polska rzeczywistość

Najlepiej jest opisać ją poprzez pryzmat konsekwencji, dotykających adresatów tego skomplikowanego i chwiejnego systemu prawnego, ze szczególnym uwzględnieniem prywatnych przedsiębiorców. Można założyć, że im bardziej prawo jest rozbudowane, tym mniej jest przejrzyste, a zorientowanie się we wszystkich ważnych dla nas zagadnieniach jest bardzo czasochłonne i dodatkowo obarczone sporym ryzykiem błędu w interpretacji. Zdaniem ekspertów z Grant Thornton, aby zapoznać się ze wszystkimi wchodzącymi w życie aktami prawnymi, polski przedsiębiorca musiałby poświęcić na ich lekturę ponad 4 godziny… dziennie! A kiedy czas na pracę? Z oczywistych przyczyn żaden chyba biznesmen nie może pozwolić sobie na taką stratę czasu. A zatem, stąpa po bardzo cienkim lodzie, ponieważ nie zna wszystkich regulacji dotyczących jego działalności. Jest więc bezustannie narażony na poniesienie konsekwencji za złamanie przepisu, o istnieniu którego nie miał pojęcia. Z pewnością, nie jest to komfortowa sytuacja.

Co więcej, niestabilne, czyli często zmieniające się prawo znacznie utrudnia planowanie długofalowych strategii dla firm, ponieważ nie wiadomo, czy decyzja podjęta, dajmy na to w styczniu, będzie możliwa do zrealizowania w czerwcu. Problematyczne też staje się prowadzenie polityki finansowej przedsiębiorstwa, kiedy nie wiadomo, kiedy, ile i jakie podatki trzeba będzie płacić, oraz czy przysługiwał będzie jakiś zwrot, a jeśli tak, to kiedy itd. W świetle powyższych argumentów, prowadzenie własnej firmy wydaje się bardziej „emocjonujące” niż praca pilota – oblatywacza… A to wszystko dzięki prawu.

Dodatkowo można wspomnieć o jeszcze jednej negatywnej konsekwencji polskiej karuzeli prawnej. Otóż zbyt szybkie tworzenie zbyt dużej ilości aktów prawnych grozi zjawiskiem tzw. „inflacji prawa”. Przejawia się ona tym, że prawo w pewnym momencie zaczyna być bardzo złej jakości, a wiele z jego przepisów może być tzw. „martwymi przepisami”, czyli takimi których przestrzegania nie można skontrolować, a więc i wyciągnąć konsekwencji za ich złamanie. Ale to nie wszystko, zbyt duża liczba przepisów może sprawić, że będą one niejasne i wzajemnie sprzeczne, co jeszcze bardziej utrudni ich analizę. Cechą systemu prawnego dotkniętego inflacją prawa jest także nadmiernie rozbudowana biurokracja, umożliwiająca, kolokwialnie mówiąc, ogarnięcie wszystkich obowiązujących norm, a będąca zmorą dla każdego biznesmena, który pracuje przecież po to, żeby zarabiać, a nie odwiedzać coraz to inne urzędy… Poważnie osłabia to autorytet samego prawa, a także organów, które je stanowią i egzekwują; a praca i zarobkowanie w jurysdykcji, do której nie ma się ani szacunku, ani zaufania, a która wymaga poświęcania ogromnej ilości uwagi i ostrożności przy interpretacji przepisów oraz czasu na kontakty z różnymi urzędami i czynności formalno – prawne, na dłuższa metę jest nieopłacalna, żeby nie powiedzieć bezsensowna. A to może obrócić się przeciw samej jurysdykcji, która „poplątała” znacząco swój system prawny.

Los polskiego przedsiębiorcy

Naturalną reakcją polskiego przedsiębiorcy na przytłaczające go problemy wynikłe z nadmiernej gorliwości ustawodawcy będzie poszukiwanie lokalizacji gwarantującej mu przyjaźniejsze warunki do pracy. Od lat takim gospodarczym „azylem” jest Wielka Brytania, która, mimo iż nie zajmuje najniższego miejsca w rankingu wskaźnika zmienności prawa, przyciąga jak magnes prostymi przepisami prawa podatkowego, wysokimi zarobkami, wysoką kwotą wolną od podatku, przyjaźnie nastawionymi urzędami itp. Tak więc starania polskich władz o jak najbardziej szczegółowe uregulowanie prawnych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej zaowocować mogą gwałtowną ucieczką Polaków na Wyspy (i to pomimo Brexitu). Tym bardziej, że przeniesienie firmy do UK wcale nie jest skomplikowane, a rejestracja spółki w Anglii, Walii lub Szkocji nie jest trudniejsza niż założenie przedsiębiorstwa w Polsce. A po naszych ulicach będzie chodzić coraz więcej właścicieli brytyjskich spółek LTD.

Alternatywą może być także rejestracja firmy w raju podatkowym. Co prawda kraje takie nie cieszą się tak dobrą renomą jak Wielka Brytania, ale można tam jeszcze bardziej obniżyć koszta zobowiązań podatkowych.

Pozostaje pytanie, kiedy polskie władze, zamiast uprawiać radosną, legislacyjną twórczość, przejrzą na oczy i zobaczą to, co każdy przedsiębiorca widzi już od dawna…

Im prościej i stabilniej, tym lepiej!