Własność prywatna – jeden z fundamentów idei liberalizmu, gwarantowany przez prawodawstwo państw demokratycznych, chwieje się w posadach, trafiony przez dyrektywę Unii Europejskiej stawiającej dobro instytucji ponad dobrem jednostki. Mowa tu o dyrektywie potocznie zwanej „Bail – in”.

Czym jest i na czym polega dyrektywa „Bail in”?

Samo pojęcie „bail in” oznacza sytuację, w której banki zagrożone upadłością podejmują środki zaradcze kosztem ich akcjonariuszy oraz klientów, czyli po prostu wierzycieli. Obecnie odnosi się ono do dyrektywy Komisji Europejskiej BRDD, czyli „Bank Recovery and Resolution Directive”. Zgodnie z jej przepisami, banki zagrożone bankructwem będą mogły odebrać środki finansowe swoich klientów zgromadzone na ich rachunkach bankowych! Sama dyrektywa została opracowana już w roku 2014, a jej założenia miały być wprowadzone w życie na terenie wszystkich państw Unii Europejskiej w 2016 roku.

Zgodnie z postanowieniami rzeczonej dyrektywy, krajowe organy nadzoru finansowego (w Polsce jest to Bankowy Fundusz Gwarancyjny) będą miały obowiązek kontrolowania oraz wykrywania potencjalnych zagrożeń w sektorze bankowym. W sytuacji, w której dany bank znajdzie się w obliczu bankructwa, organy te zmuszone będą do podjęcia działań w ramach tzw. procedury „Resolution”, polegającej na przeprowadzeniu restrukturyzacji lub uporządkowanej likwidacji owego banku.

Procedura „Resolution” umożliwia cztery rodzaje czynności:

  • wydzielenie aktywów;
  • sprzedaż przedsiębiorstwa bankowego;
  • utworzenie banku pomostowego;
  • umorzenie lub konwersję długu – czyli właśnie omawiany „bail in”.

Jeżeli rozwój sytuacji zmusi odpowiednie organy nadzoru finansowego do wdrożenia procedury „bail – in”, to będzie się ona składać z trzech kolejnych etapów:

  • całkowitego umorzenia kapitału akcyjnego, czyli po prostu obciążenia akcjonariuszy stratami;
  • całkowitego umorzenia dodatkowego kapitału pierwszej oraz drugiej kategorii, czyli obciążenia stratami akcjonariuszy oraz posiadaczy pozostałych instrumentów kapitałowych;
  • ewentualnej zamiany niektórych zobowiązań banku (np. niechronionych depozytów) na jego kapitał (ale uwaga! Ten krok będzie podjęty wyłącznie w przypadku, w którym dwa pierwsze nie dały rezultatów).

Jak dyrektywa „bail in” wygląda w praktyce?

O tym, jak stosuje się procedurę „bail in”, można się było przekonać w roku 2013 na przykładzie Cypru. To właśnie w tamtym czasie sektor bankowy tego państwa znalazł się w poważnym kryzysie. W jego obliczu władze cypryjskie podjęły decyzje o próbie ratowania rodzimych banków kosztem pieniędzy ich klientów (zarówno krajowych, jak i zagranicznych). Nałożono więc na nich przymusowe opłaty: w stosunku do podmiotów których oszczędności zgromadzone na kontach nie przekraczały 100 000 Euro, wysokość opłat nie mogła przekroczyć 6,75% sumy zgromadzonych pieniędzy. Natomiast w przypadku, w którym środki finansowe umieszczone na koncie przekroczyły kwotę 100 000 Euro, bank mógł zabrać już 9,9% ich wartości.

W reakcji na kontrowersyjne posunięcie władz klienci cypryjskich banków, w obawie o własne pieniądze, zaczęli masowo wycofywać je ze swoich rachunków, co jeszcze bardziej pogorszyło sytuację tychże banków. W odpowiedzi więc tamtejszy rząd wprowadził limity dziennych wypłat, a to oczywiście dodatkowo ograniczyło możliwości właścicieli kont w zakresie dysponowania własnymi pieniędzmi!

Czemu ma służyć dyrektywa „bail in”?

Cel dyrektywy jest bardzo prosty: ma on zapobiec konieczności ratowania bądź pokrywania kosztów wynikających z upadłości banków z pieniędzy podatników, przerzucając ten obowiązek na ich klientów (którzy mieli pecha wybrać akurat ten bank, który po jakimś czasie znalazł się na skraju upadłości).

Równie prosta jest przyczyna tego kontrowersyjnego prawnego rozwiązania – większości krajów unijnych po prostu nie stać na udzielanie zagrożonym bankom pomocy ze środków budżetowych.

W jaki sposób dyrektywa „bail in” będzie stosowana w Polsce?

W Polsce, zalecenia dyrektywy będą stosowane w oparciu o ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, przyjętą 20 maja 2016 roku.

Z perspektywy naszego kraju podmioty zagrożone obowiązywaniem dyrektywy „Bank Recovery and Resolution Directive” można podzielić na dwie kategorie:

  • klientów banków;
  • banki i inne instytucje finansowe.

Jeżeli chodzi o klientów, to ich sytuacja w Polsce nie będzie aż tak zła, jak w przypadku „scenariusza cypryjskiego”. Stanie się tak dlatego, że polskie banki nie sięgną po oszczędności swoich klientów, jeżeli zgromadzone na ich rachunkach środki nie przekroczą kwoty 100 000 Euro (w przypadku Cypru można było zabrać z takich kont 6,75% wartości złożonego kapitału). W praktyce oznacza to, że zaledwie około 1% klientów naszych banków może odczuć negatywne konsekwencje obowiązywania dyrektywy „bail – in”, gdyż tylko tylu zgromadziło na kontach majątek większy niż 100 000 Euro.

Gorzej sprawy mają się dla samych banków i innych instytucji finansowych. Jeśli bowiem jakiś bank stanie na skraju bankructwa, to Unia Europejska będzie miała prawo do odwołania jego zarządu i rady nadzorczej. Do tej pory takie kroki mogła podjąć jedynie rodzima Komisja Nadzoru Finansowego. A zatem dyrektywa „bail – in” ogranicza suwerenność naszych instytucji na rzecz Unii Europejskiej. Co więcej, gdyby procedura „bail – in” nie przyniosła spodziewanych rezultatów, to pokrycie kosztów restrukturyzacji lub likwidacji banku spocznie na barkach instytucji finansowych objętych Bankowym Funduszem Gwarancyjnym. Poszczególna instytucja będzie musiała ponieść koszty o wysokości maksymalnie trzech rocznych składek do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (jest to więc pewna odmiana podatku „Janosikowego”).

Wady i zalety.

Z zalet nowej unijnej dyrektywy można chyba wymienić tylko jedną: z punktu widzenia właścicieli kont bankowych lepiej będzie poświęcić część oszczędności na ratowanie banku, niż stracić wszystkie na skutek jego bankructwa (krótko mówiąc: lepiej stracić palec niż rękę).

Natomiast co do wad…

Przede wszystkim „bail – in” uderza w święte dla każdego liberała prawo własności. A to poprzez samą możliwość dysponowania pieniędzmi klientów banków bez ich wiedzy i zgody. Może to spowodować spadek zaufania do instytucji finansowych, co z kolei będzie skutkować zmniejszeniem lokowanych w nich środków i pogorszeniem ich sytuacji (coś jakby samospełniająca się przepowiednia: chcąc ratować złą kondycję banków podejmuje się kroki, które doprowadzają do jej pogorszenia; np. poprzez umieszczanie oszczędności w krajach niebędących członkami UE). Co więcej, dyrektywa ogranicza suwerenność krajowych instytucji finansowych, jako że decyzje co do składu ich zarządów i przeprowadzanych działań podejmowane będą na forum Unii Europejskiej.

I to właśnie ten krok szczególnie wydaje się mocno kontrowersyjny, zwłaszcza w świetle niedawnego brexitu i coraz silniejszych tendencji odśrodkowych pojawiających się w krajach Unii. Jakiż bowiem sens ma dalsze ograniczanie suwerenności państw członkowskich, jeśli główną przyczyną kryzysu jest właśnie ich chęć większego uniezależnienia się od decyzji „Brukseli”?

Jak się ratować?

Metoda na uniknięcie negatywnych skutków dyrektywy jest banalnie prosta: wystarczy założyć konto bankowe na terenie kraju niepodlegającego unijnej jurysdykcji. I wcale nie muszą to być jakieś niewielkie egzotyczne państewka. Paradoksalnie, niedawny brexit, który wywołał spore obawy przedsiębiorców, może okazać się doskonałym kołem ratunkowym wobec tej jakże kontrowersyjnej decyzji Brukseli! Nie będąc bowiem krajem członkowskim UE, Wielka Brytania nie będzie miała obowiązku stosowania przepisów unijnego prawa! A zatem, pomimo iż brytyjski system bankowy nie jest tak znany jak ten z Monako, Szwajcarii czy Liechtensteinu, to może on okazać się wystarczająco atrakcyjną alternatywą wobec ryzykownego umieszczania ciężko zarobionych pieniędzy na kontach bankowych w krajach Unii.