Na mocy ustawy z dnia 13 maja 2016 roku w polskim prawie obowiązuje rozwiązanie znane powszechnie jako „Klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania” (weszła w życie 15 lipca). Najogólniej rzecz ujmując, ma ona unieważniać skutki czynności prawnych zmierzających do obniżenia zobowiązań podatkowych podmiotów gospodarczych w sytuacji, kiedy takie czynności nie mają żadnego uzasadnienia ekonomicznego, a powodowane są jedynie chęcią zapłaty niższych podatków. Teoretycznie klauzula nie zakazuje całkowicie stosowania metod optymalizacji podatkowej, ale w praktyce jej zapisy są formułowane w tak nieostry i nieprecyzyjny sposób, że dają organom skarbowym bardzo szerokie możliwości interpretacji. A zatem, każdy przedsiębiorca stosując jakiekolwiek sposoby optymalizacji podatkowej, może znaleźć się na celowniku „skarbówki”, nie mając większych szans na zwycięstwo w tym starciu…

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane…

Nie ulega wątpliwości, że założenia klauzuli są słuszne; mają bowiem zapobiec oszustwom podatkowym szkodzącym Skarbowi Państwa. Ale czy tędy droga? Czy zarzucenie podatnika zbiorem nieprecyzyjnych przepisów, pod które w zasadzie można „podciągnąć” każdego rodzaju działanie zmierzające do minimalizacji zobowiązań podatkowych nie zniechęci go do prowadzenia działalności gospodarczej i płacenia danin w Polsce? Czy efektem nie będzie „ucieczka” firm za granicę i zmiana rezydencji podatkowej? Może więc okazać się, że klauzula przyniesie efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego – rodzimi płatnicy, zamiast płacić niższe podatki w Polsce, zaczną zasilać budżety innych jurysdykcji.

Po omacku

Istotną wadą klauzuli, jest wspomniana już bardzo mała precyzja jej poszczególnych przepisów. Ustawa przedstawia w 9 artykułach sytuacje, kiedy to klauzula może mieć zastosowanie. Pojawiają się w nich np. takie sformułowania jak: „mało istotne, sztuczny, nierozsądny, wzorcowy podatnik, ponad rozsądną miarę itp.”. Dają one szerokie pole do interpretacji dla obu zainteresowanych stron: podatników i organów kontroli skarbowej. A w takiej sytuacji nie trzeba być jasnowidzem, aby wiedzieć, że interpretacje te będą skrajnie różne. Ostateczny werdykt wyda więc sąd administracyjny. To jednak nie koniec: przy założeniu, że takich postępowań będzie wiele, pewne jest, że czas oczekiwania na rozstrzygnięcie każdego indywidualnego sporu wydłuży się, a przedsiębiorca, zamiast pracować i zarabiać, zacznie spędzać czas na salach sądowych.

Zamach na wolność gospodarczą?

W pewnej sytuacji zastosowanie klauzuli może naruszać zasady swobody gospodarczej. Dotyczy ona prowadzenia działalności przez strukturę biznesową, w skład której wchodzą spółki działające w różnych krajach. Zdaniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, działanie takie nie jest niezgodne z prawem, pod warunkiem, że spółki zagraniczne prowadzą rzeczywistą działalność gospodarczą. Jednakże, biorąc pod uwagę nieścisłe sformułowania polskiego prawa, działanie takie może być pojęte jako próba tylko i wyłącznie minimalizacji zobowiązań podatkowych. I nawet jeżeli sąd przyzna rację przedsiębiorcy, czasu „zmarnowanego” w sądzie nie zwróci mu nikt. A przecież, czas to pieniądz…

Lex retro non agit… ale nie w kraju nad Wisłą…

Teoretycznie, najlepszą ochroną przeciwko podleganiu pod przepisy klauzuli, było uzyskanie indywidualnej interpretacji „tzw. Opinii zabezpieczającej” wydanej przez Ministra Finansów. Okazuje się jednak, że i tutaj tkwi haczyk: otóż interpretacje wydane przed wejściem w życie owej klauzuli, a które przyniosą korzyści podatkowe po 1 stycznia 2017 roku stracą ważność! Można więc rzec, że prawo, które weszło w życie 15 lipca, zadziała wstecz, pozbawiając wymiernych korzyści tych podatników, którzy na podstawie uzyskanej już interpretacji (swoją drogą bardzo drogiej – 20,000 złotych) planowali działania na następne lata. Co więcej, zasadę tę wprowadzono dopiero w dniu rozpoczęcia obowiązywania klauzuli (a więc 15 lipca), a nie w dniu jej uchwalenia (13 maja). Oznacza to, że osoby, dysponujące odpowiednią interpretacją do ostatniej chwili nie wiedziały, że straci ona ważność z początkiem nowego roku, a ich działania, co do których legalności nie mieli wątpliwości w świetle prawa, przestaną takie być.

Kto jest bezpieczny?

Parafrazując znane powiedzenie, „w tej beczce dziegciu jest łyżka miodu”. Są bowiem na szczęście podmioty, które nie będą podlegały zapisom nieszczęsnej klauzuli:

Kategoria pierwsza, to podatnicy, których korzyść podatkowa wynikła na skutek zastosowania metod optymalizacji podatkowej nie przekroczyła 100,000 złotych w okresie rozliczeniowym.

Kategoria druga, to podmioty których rezydencja podatkowa jest inna niż polska. Wyjściem może więc być założenie lub przeniesienie działalności gospodarczej za granicę, a nawet stworzenie struktury obejmującej zagraniczna spółkę zależną. (Ci podatnicy mają za sobą Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej; według jego opinii „…jeżeli jednak z obiektywnych przesłanek wynika, że niezależnie od istnienia motywów natury podatkowej działalność w drugim państwie poprzez spółkę zależną jest rzeczywiście prowadzona, to nie ma podstaw do wprowadzania dodatkowego obciążenia).

Wreszcie kategoria trzecia – podatnicy, którzy uzyskali nową interpretację wykluczającą zastosowanie klauzuli, obowiązującą po 1 stycznia 2017 roku. Mogą uzyskać ją samodzielnie, bądź też za pośrednictwem firm świadczących usługi doradcze. W tym przypadku w szczególnie korzystnym położeniu są klienci korzystający z usług firmy Dowson Holdings, jako że już wystąpiła ona z wnioskami o nowe interpretacje, gwarantujące ich finansowe bezpieczeństwo uzyskane poprzez wykluczenie z grona podmiotów podlegających zastosowaniu przepisów klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania.

Autor. B Fuchs